FOMO i higiena informacyjna tradera — selekcja informacji a decyzje
Na ekranie jest zamknięta pozycja z zyskiem: konkretny instrument, konkretny wynik, godzina publikacji. Nie ma na nim liczby, która nadałaby temu wynikowi sens — ilu ludzi handlowało tego dnia podobnie i nic nie napisało, ilu napisałoby o stracie, gdyby publikowanie strat było równie naturalne, i z ilu rachunków ten jeden został wybrany. Brakuje mianownika. FOMO zaczyna się właśnie tutaj: materiał, na którym budujesz porównanie, został wcześniej przefiltrowany, a filtr nie jest twój. Emocja sama tego łańcucha nie uruchamia. W poprzednim artykule chodziło o zatrzymanie procesu, który już się posypał. Tutaj chodzi o moment wcześniejszy: co dociera do ciebie przed decyzją i według jakiej reguły.
- Widzisz licznik, nie widzisz mianownika — pokazany wynik jest próbką wybraną przez regułę publikacji, a przekroju tego, co się wydarzyło, na ekranie po prostu nie ma
- FOMO rozstrzyga się w dokumentach — liczy się to, czy warunek wejścia istniał przed bodźcem i o ile cena wejścia odbiegła od zapisanego poziomu
- Wejście po ruchu nie jest automatycznie błędem — jeżeli scenariusz istniał wcześniej, na wykresie wygląda identycznie, a w procesie jest czymś innym
- Nawet łagodny filtr publikacji zniekształca obraz — w rachunku ilustracyjnym z tego artykułu częstość „idealnego tygodnia” rośnie ponad pięciokrotnie, choć nikt nie kłamie
- Więcej źródeł to nie więcej informacji — większość powtarza tę samą treść, a rachunek płacisz czasem przygotowania i liczbą decyzji
- Higiena informacyjna nie daje przewagi — ogranicza liczbę decyzji podejmowanych pod presją; o to, czy metoda ma podstawy, pyta się gdzie indziej
1. Czego nie widać w cudzym wyniku — problem mianownika
Zacznijmy od czegoś, co nie jest jeszcze psychologią, tylko arytmetyką. Kiedy widzisz opublikowany wynik, widzisz licznik: jeden rachunek, jeden tydzień, jeden zrzut ekranu. Żeby ten licznik cokolwiek znaczył, potrzebny jest mianownik — liczba wszystkich, którzy mogli pokazać wynik, i liczba tych, którzy go nie pokazali. Mianownika nie ma na ekranie i zwykle nie da się go odtworzyć. Nie jest to wina konkretnego serwisu ani konkretnego autora. Tak zachowuje się każdy zbiór, w którym o publikacji decyduje sam publikujący.
Najłatwiej to zobaczyć na rachunku, w którym z założenia nie ma żadnej umiejętności.
Założenia (wartości ilustracyjne; nie są to dane rynkowe): 1000 rachunków · 5 sesji · prawdopodobieństwo, że pojedyncza sesja skończy się na plusie, równe 0,5 · sesje niezależne · żadnej przewagi, sam rzut monetą.
Prawdopodobieństwo, że jeden konkretny rachunek zamknie na plusie wszystkie pięć sesji, liczy się składaniem, czyli mnożeniem: 0,55 = 1/32 = 3,125%. Rachunek addytywny — 5 × 50% = 250% — daje wynik pozbawiony sensu i właśnie dlatego warto go postawić obok. Metoda nie jest szczegółem technicznym; to ona rozstrzyga, czy liczba znaczy to, co się wydaje.
| Zyskownych sesji z pięciu | Wzór | Prawdopodobieństwo | Oczekiwana liczba rachunków z 1000 |
|---|---|---|---|
| 5 z 5 | 1/32 | 3,125% | 31,25 |
| 4 z 5 | 5/32 | 15,625% | 156,25 |
| 3 z 5 | 10/32 | 31,25% | 312,5 |
| 2 z 5 | 10/32 | 31,25% | 312,5 |
| 1 z 5 | 5/32 | 15,625% | 156,25 |
| 0 z 5 | 1/32 | 3,125% | 31,25 |
| Razem | 32/32 | 100% | 1000 |
Tabela została sprawdzona w trzech relacjach: każda komórka wobec własnego wzoru (liczba kombinacji podzielona przez 32), suma składników wobec całości (32/32 oraz 1000 rachunków) i każda komórka wobec sąsiedniej w tym samym wierszu (liczba rachunków = prawdopodobieństwo × 1000). Ułamkowe wartości w ostatniej kolumnie zostawiono bez zaokrąglania — po zaokrągleniu suma przestałaby się zgadzać, a to właśnie suma jest tu dowodem, że nic nie wypadło.
Teraz rzecz najważniejsza. Załóżmy filtr twardy: wynik publikuje wyłącznie ten, kto zamknął na plusie wszystkie pięć sesji. Wśród opublikowanych wpisów udział „idealnego tygodnia” wynosi 100%. W populacji, z której te wpisy pochodzą — 3,125%. Różnicę można podać na dwa sposoby i oba warto zobaczyć obok siebie: addytywnie to 96,875 punktu procentowego, składanie to 32-krotne zawyżenie częstości. Liczba 32 nie jest przypadkowa — to dokładnie 25 z rachunku powyżej.
Filtr twardy jest jednak nierealistyczny, bo ludzie publikują też słabsze tygodnie. Weźmy więc łagodny: publikuje każdy, kto miał 4 z 5 albo 5 z 5. Publikujących jest wtedy 156,25 + 31,25 = 187,5, czyli 18,75% populacji. Wśród ich wpisów tydzień idealny stanowi 31,25 / 187,5 = 16,667%, wobec 3,125% w populacji. Addytywnie: 13,54 punktu procentowego różnicy. Składanie: 5,33-krotne zawyżenie. Nikt nie skłamał, nikt nie podrobił zrzutu ekranu, żaden wynik nie jest fałszywy — a obraz i tak jest przesunięty ponad pięciokrotnie.
Czego ten rachunek nie mówi. Nie mówi, że publikujący nie mają umiejętności — założenie o rzucie monetą przyjęto po to, żeby zobaczyć sam efekt filtra w izolacji; opisanie czyichkolwiek wyników nie było tu celem. Nie mówi też, jaki jest prawdziwy rozkład wyników wśród traderów detalicznych; tego z widocznych publikacji ustalić się nie da i to jest właśnie sedno sprawy. Mówi jedną rzecz: filtr publikacji wytwarza zawyżony obraz nawet wtedy, gdy każdy pokazany wynik jest prawdziwy. Dlaczego długa seria strat mieści się w matematycznej normie i dlaczego nie jest sygnałem awarii — o tym jest artykuł o tradingu w warunkach niepewności.
2. FOMO widać w zapisie, nie w odczuciu
Skrót FOMO — fear of missing out, lęk przed pominięciem — trafił do języka tradingu z badań nad korzystaniem z serwisów społecznościowych. Pojęcie i narzędzie jego pomiaru wprowadzili Przybylski i współpracownicy w 2013 roku[1], na ogólnych próbach rekrutowanych przez internet. Było to badanie korelacyjne, dotyczyło samopoczucia i korzystania z mediów społecznościowych i nie zawierało żadnych danych o decyzjach finansowych. Wolno stamtąd wziąć pojęcie. Nie wolno wziąć wniosku o tradingu — przeniesienie na rynek jest ekstrapolacją i tak jest tu traktowane.
Potrzebna jest więc definicja, którą da się sprawdzić w dokumentach. Samo poczucie, że coś ucieka, nie jest błędem i nie da się na nim oprzeć żadnej procedury: nie ma go w historii zleceń, a odtworzone po fakcie jest już zniekształcone przez wynik.
Definicja robocza. FOMO to sytuacja, w której bodziec zmienia kryteria decyzji ustalone przed jego pojawieniem się. Rozpoznaje się ją po różnicy między zapisem sprzed bodźca a wykonaniem — nie po tym, co czułeś.
Taka definicja ma jedną zaletę praktyczną: robi z FOMO rzecz sprawdzalną. Poniższa tabela wymienia zmiany, które zostawiają ślad, oraz — równie ważne — to, czego każdy ze śladów jeszcze nie dowodzi.
| Co widać w zapisie | Jak to zmierzyć | Czego to jeszcze nie dowodzi |
|---|---|---|
| Wejście bez spełnionego warunku | Pole „warunek wejścia” puste albo wypełnione po złożeniu zlecenia | Metodę wolno zmienić — sprawdź, czy zmiana jest zapisana i wcześniejsza niż wejście |
| Cena wejścia daleko od zapisanego poziomu | Różnica między ceną zlecenia a poziomem z przygotowania | Poślizg i luka cenowa to nie to samo co pogoń — najpierw sprawdź, czy poziom w ogóle był zapisany |
| Bardzo krótki czas od bodźca do zlecenia | Znacznik czasu bodźca i znacznik czasu zlecenia | Szybka decyzja bywa zaplanowana; jeżeli warunek był gotowy, sam czas nie jest zarzutem |
| Pominięty krok listy kontrolnej | Brak odhaczenia przy zachowanym porządku pozostałych pól | Lista bywa źle zaprojektowana — martwa lista to osobny problem, opisany w artykule o procedurach |
| Instrument spoza własnej listy | Nazwa instrumentu wobec listy z przygotowania | Rozszerzenie listy jest dozwolone, jeżeli zostało zapisane przed sesją |
| Wielkość pozycji poza regułą | Wartość wobec reguły z planu | Reguła pochodzi z zarządzania ryzykiem i wolno ją zmienić — liczy się, kiedy została zmieniona |
| Wejście z cudzego wskazania bez własnego warunku | Pole „źródło decyzji” w zapisie | Cudza informacja bywa poprawnym wejściem do własnego warunku — o tym sekcja 7 |
Ostatnia kolumna nie jest asekuracją. Nazwanie zachowania „FOMO” po fakcie nie dowodzi, że presja je spowodowała; to nadal etykieta dopasowana do wyniku. Zanim ją postawisz, sprawdź wyjaśnienia prostsze: warunki rynku w tamtej chwili — rozszerzony spread, luka cenowa, podwyższona zmienność — instrument, porę dnia, wreszcie zwykłą pomyłkę w obsłudze platformy. Wyjaśnienie psychologiczne wchodzi na tę listę ostatnie.
Warto też oddzielić FOMO od czegoś, co wygląda podobnie, a jest zachowaniem poprawnym: reakcji na szybko zmieniającą się informację. Jeżeli publikacja danych zmienia obraz, a twoja metoda przewiduje reagowanie na taką zmianę, szybkie działanie jest wykonaniem metody i nie ma powodu czytać go jako objawu presji. Różnica leży w tym samym miejscu co poprzednio: czy warunek reagowania istniał wcześniej, czy powstał w trakcie ruchu.
3. Anatomia epizodu: od bodźca do zlecenia
Epizod ma powtarzalny przebieg i — co użyteczniejsze — w każdym punkcie zostawia inny rodzaj śladu. Cztery ogniwa, przy każdym to, co da się zaobserwować, i miejsce, w którym da się przerwać.
1. Bodziec. Ruch na wykresie, alert cenowy, nagłówek, cudzy opublikowany wynik. Bodziec sam w sobie jest neutralny i nie da się go zabronić — część bodźców jest metodzie po prostu potrzebna. Znaczenie ma to, że dociera w momencie, w którym dla tego instrumentu nie masz gotowego warunku. Ślad: godzina i źródło. To jedyne pole, którego nie da się odtworzyć później.
2. Narracja. Pojawia się zdanie domykające lukę: „to jest ta okazja”, „ruch dopiero się zaczyna”, „drugi raz tak nie będzie”. Narracja zastępuje brakujący warunek. Skoro warunku nie ma, jego miejsce zajmuje opowieść. Nazwanie tego defektem myślenia niczego tu nie wyjaśnia. Ślad: treść uzasadnienia, o ile zostało zapisane przed zleceniem. Uzasadnienie napisane po zleceniu opisuje już inny stan wiedzy.
3. Presja czasu. Horyzont decyzji skraca się do „teraz”, bo ruch trwa. To jedyna część epizodu, którą można zmierzyć bez interpretacji: różnica dwóch znaczników czasu, zauważenia bodźca i złożenia zlecenia. Jeżeli w twoim zapisie nie ma obu tych pól, epizod pozostaje niemierzalny, a wszystko, co o nim później powiesz, będzie rekonstrukcją.
4. Wejście bez planu. Zlecenie zostaje złożone, uzasadnienie powstaje po nim. Rozpoznasz to po jednej rzeczy: uzasadnienie zawiera informacje, których w chwili decyzji jeszcze nie było.
Pogoń za ceną jest szczególnym przypadkiem ogniwa czwartego i warto ją zdefiniować osobno, bo nazwa bywa używana za szeroko. Pogoń to kolejne wejścia po cenach coraz dalszych od poziomu, który był zapisany. Bez zapisanego poziomu nie ma czego gonić — jest zwykłe wejście po ruchu, a to, czy jest błędem, rozstrzyga się inaczej (sekcja 4). Ślad jest liczbowy i bezsporny: różnica między ceną wejścia a poziomem z przygotowania, w kolejnych próbach. Jeżeli rośnie, masz pogoń. Jeżeli poziomu nie było, masz brak przygotowania — inny problem i inna naprawa.
Miejsce interwencji wynika z układu łańcucha. Im później, tym drożej: przy ogniwie czwartym przeciw ruchowi stoi już tylko decyzja podejmowana pod presją, czyli najsłabsze dostępne zabezpieczenie — dlaczego tak jest, tłumaczy artykuł o procedurach jako substytucie samokontroli. Najtaniej wychodzi interwencja między ogniwem pierwszym a drugim, czyli w regułach przepływu informacji, które ustala się, zanim bodziec dotrze. Tym zajmuje się sekcja 7. Samo przejście od stanu do zlecenia opisuje osobno artykuł o emocjach i impulsywności.
4. Wejście po ruchu, które nie jest FOMO
Tu jest miejsce na kontrprzykład, bez którego cała reszta artykułu byłaby nie do obalenia, a więc bezużyteczna. Wejście po ruchu nie jest samo w sobie objawem niczego. Dwa poniższe przebiegi są ilustracją; nie opisują niczyjego doświadczenia i celowo nie mają dat, kwot ani nazw.
Wspólne dla obu: ten sam instrument, ten sam ruch, ta sama godzina, ta sama cena wejścia, ten sam wynik. Na wykresie są nie do odróżnienia.
Przebieg A. W przygotowaniu przed sesją zapisano zdanie: „jeżeli cena wyjdzie ponad poziom X i wróci do niego, wchodzę — pod warunkiem że wystąpi Y; jeżeli Y nie wystąpi, nie wchodzę”. Ruch zaczął się bez tradera, cena wróciła do X, Y wystąpiło, wejście nastąpiło. Wejście po ruchu jest tutaj wykonaniem zapisu.
Przebieg B. Przygotowania nie było. Ruch był bodźcem, warunek uformował się w trakcie patrzenia na ruch, uzasadnienie dopisano po złożeniu zlecenia. Na wykresie wygląda jak A.
Różnica jest jedna i jest sprawdzalna: istnienie zapisu sprzed decyzji, ze znacznikiem czasu wcześniejszym niż bodziec. Nie wynik. Nigdy wynik. Jeżeli A skończy się stratą, nadal jest wykonaniem planu i nie ma w nim czego naprawiać. Jeżeli B skończy się zyskiem, nadal jest wejściem bez warunku — i to jest przypadek dydaktycznie najgroźniejszy, bo zysk utrwala zachowanie, które nie ma podstaw. Rozdzielaniem jakości decyzji od jakości wyniku zajmuje się artykuł o wyniku i procesie decyzyjnym.
Trzeci przebieg: świadome „nie wejście”. Y nie wystąpiło, trader nie wszedł, cena poszła dalej bez niego. W kategoriach wyniku wygląda to na przegapioną okazję. W kategoriach procesu jest poprawnym rezultatem procedury — dokładnie tak samo poprawnym jak wejście. Kłopot polega na tym, że „nie wejście” domyślnie znika z historii: nie ma go w zleceniach, nie ma go w statystykach, a po tygodniu w pamięci zostają wyłącznie ruchy, które uciekły. Dlatego wymaga własnego śladu: krótkiego wpisu z godziną, instrumentem, poziomem i informacją, który warunek nie został spełniony.
To jest, nawiasem mówiąc, ten sam problem mianownika, tylko po twojej stronie. Bez zapisu „nie wejść” twój własny obraz siebie też jest przefiltrowany: zostaje licznik, czyli wejścia, i znika mianownik, czyli wszystkie sytuacje, w których procedura zadziałała i właśnie dlatego nic się nie wydarzyło. Porównujesz wtedy cudze wyniki, wybrane przez cudzy filtr, z własną pamięcią, wybraną przez własny. Trudno o gorsze zestawienie.
5. Porównania i dowód społeczny — co jest udokumentowane
Skłonność do oceniania siebie przez porównanie z innymi opisał Festinger w 1954 roku[2]. Od razu trzeba powiedzieć, czym ta praca jest, a czym nie: to tekst teoretyczny, bez próby, bez pomiaru i bez wielkości efektu. Nie wolno powoływać się na nią jak na dowód. Wolno wziąć z niej jedno spostrzeżenie, które w tradingu daje się sprawdzić: porównania społeczne wchodzą tam, gdzie brakuje obiektywnego miernika.
W tradingu ten warunek jest spełniony w wersji mocnej. Krótkoterminowy wynik własny nie nadaje się na bieżący miernik jakości, bo w dużej części jest szumem — tydzień wyników nie odróżnia dobrego procesu od złego. Zostaje więc miernik, który nie działa, i puste miejsce, w które bez trudu wchodzi cudzy, widoczny wynik. Dlatego porównanie nie znika po tym, jak człowiek dowie się, że jest bezsensowne: dopóki nie ma własnego zapisu procesu, nie ma czym go zastąpić.
Samo porównanie odpowiada na pytanie o pozycję: jak mi idzie wobec innych. Dowód społeczny odpowiada na inne pytanie — o to, co uchodzi za słuszne — i wyprowadza odpowiedź z liczby ludzi, którzy już tak postąpili. W zapisie transakcyjnym poznaje się go po jednym zachowaniu: warunek wejścia zostaje uznany za spełniony dlatego, że kilka widocznych osób weszło w ten sam instrument albo pokazało z niego wynik. Miejsce warunku zajmuje wtedy liczebność, choć żaden z tych wpisów nie wnosi do twojej metody informacji, której twój warunek używa.
Po czym poznasz to we własnym zapisie. Wypisz z eksportu instrumenty z ostatnich trzydziestu wejść i przy każdym postaw dwie odpowiedzi: czy instrument stał w twoim przygotowaniu przed sesją oraz czy w ciągu doby przed złożeniem zlecenia pojawił się w twoich źródłach. Wrażenie tu nie wystarczy, bo pamięć zachowa przede wszystkim te wejścia, które się udały. Jeżeli wejść z drugiej grupy jest wyraźnie więcej niż z pierwszej, przesłanką była widoczność, a twój warunek dorobił się do niej później. Ten rachunek zajmuje kwadrans i obywa się bez odwoływania do tego, co pamiętasz.
Trzeba też powiedzieć, czym dowód społeczny w tym znaczeniu nie jest. Nie jest nim korzystanie z cudzej informacji, która przechodzi przez twój warunek i zostaje przez niego przepuszczona albo odrzucona; o tym niżej w tej sekcji. Nie jest nim zgodność twojego wejścia z cudzym, jeżeli twój warunek został zapisany wcześniej — dwa niezależne procesy mogą wskazać ten sam instrument i nic z tego nie wynika. Nie jest nim wreszcie sama popularność instrumentu: podwyższony obrót bywa faktem rynkowym, z którego metoda ma prawo korzystać jako z danej o określonej roli. Rekomendacją ten fakt się przez to nie staje.
Źródła dla tego pojęcia w tradingu nie mam i mówię to wprost: pomiaru wiążącego liczbę widocznych wejść z decyzjami traderów detalicznych nigdzie nie znalazłem i niczego takiego tu nie przywołuję. Powyższy opis trzyma się więc tego, co sprawdzisz w eksporcie własnego rachunku i we własnych wpisach. Jedno wynika jednak wprost z pierwszej sekcji: dowód społeczny jest szczególnym przypadkiem selekcji tego, co widoczne. Liczysz tych, którzy pokazali. Ci, którzy weszli i nic nie napisali, oraz ci, którzy weszli i zamknęli ze stratą, do tej liczby nie wchodzą. Przesłanka „skoro tylu ludzi to robi” jest więc licznikiem bez mianownika — dokładnie tym samym, o który chodziło przy rachunku dwumianowym, z tą różnicą, że policzone są wejścia zamiast opublikowanych wyników.
Z badań nad zachowaniem najbliżej tematu leży praca Barbera i Odeana z 2008 roku o roli uwagi[3]. Dane pochodzą z rzeczywistych rachunków inwestorów indywidualnych w Stanach Zjednoczonych, z rynku akcji. Wynik: inwestorzy indywidualni są netto kupującymi walorów, które w danym dniu przyciągnęły uwagę — nietypowo wysokim obrotem, skrajną zmianą ceny z dnia poprzedniego albo obecnością w doniesieniach. Kierunek powtarza się w kilku niezależnych zbiorach danych wewnątrz samej pracy i to jest jej mocna strona.
Strona słaba wymaga wymienienia w tym samym miejscu. Interpretacja pozostaje sporna: kupując, wybiera się spośród tysięcy walorów, a sprzedając — spośród tych kilku, które się posiada, więc część efektu może pochodzić z samej asymetrii zbioru wyboru. Autorzy podają kierunek efektu w kilku zbiorach; nie jest to wielkość, którą dałoby się przenieść na pojedynczą decyzję pojedynczego człowieka. I rzecz dla nas najistotniejsza: praca opisuje rynek akcji. Dla rynku walutowego nie znam pracy, która by to sprawdziła, i przeniesienia nie wykazano.
Co z tego wolno wyciągnąć ostrożnie: udokumentowane jest współwystępowanie bodźca przyciągającego uwagę z decyzją kupna u inwestorów indywidualnych na rynku akcji. Nie jest udokumentowane, że obserwowanie cudzych wyników powoduje straty na detalicznym rynku walutowym. Nie znam pracy, która by to zmierzyła — z populacją, metodą i wielkością efektu. Jeżeli ktoś twierdzi inaczej, powinien podać te trzy rzeczy zamiast zwrotu „badania pokazują”. Do tego czasu zostaje to, co da się zrobić uczciwie: opisać zachowanie i zaprojektować regułę.
Zostaje pytanie, z czym w takim razie się porównywać, skoro porównanie samo w sobie nie zniknie. Jedyne zestawienie, w którym znasz mianownik, to zestawienie własnego zapisu z własnym zapisem z wcześniejszego okresu: ile decyzji miało zapisany warunek przed bodźcem, ile „nie wejść” zostało odnotowanych, ile razy cena wejścia odbiegła od poziomu z przygotowania. To są wielkości nudne i niefotogeniczne. Mają jednak tę przewagę, że wiesz, ile było wszystkich prób — czego o żadnym cudzym wyniku nie wiesz i wiedzieć nie będziesz.
6. Koszt uwagi i redundancja źródeł
Problemem nie jest informacja. Problemem jest moment, w którym dociera, oraz to, jaka jej część jest tą samą treścią policzoną kilka razy.
Założenia (wartości ilustracyjne): 12 sprawdzanych źródeł · 9 z nich powtarza tę samą treść · 3 wnoszą treść niezależną · po 4 minuty na źródło.
Ten rachunek jest addytywny — to udziały jednej całości i dlatego się sumują; prawdopodobieństw, które trzeba by mnożyć, nie ma tu w ogóle: 9/12 = 75% redundancji, 3/12 = 25% treści niezależnej, 75% + 25% = 100%, a 9 + 3 = 12. Na czasie wygląda to tak: 12 × 4 = 48 minut wobec 3 × 4 = 12 minut, różnica 36 minut, czyli te same 75%. Warto zauważyć, co ten rachunek mówi, a czego nie. Mówi o czasie i o liczbie powtórzeń. Nie mówi nic o jakości decyzji i nie jest obietnicą lepszego wyniku.
Czy nadmiar treści psuje samą ocenę? Tu dowody są słabsze, niż się je zwykle przedstawia. Tsai, Klayman i Hastie[5] pokazali w 2008 roku, że wraz z rosnącą liczbą dostępnych wskaźników rosła deklarowana pewność, a trafność nie. Podaję sam kierunek, bo wielkości efektu ta praca nie daje, i podaję warunki: studenci, laboratorium, zadanie prognozowania wyników rozgrywek sportowych, bez realnych konsekwencji finansowych. Nie znam zarejestrowanej replikacji tego konkretnego wyniku. To jest więc wskazówka, której nie wolno traktować jak faktu ustalonego — także wtedy, gdy pasuje do tezy artykułu.
Twardsze dane dotyczą czego innego, ale prowadzą w tę samą stronę. Barber i Odean przeanalizowali 66 465 gospodarstw domowych u dużego amerykańskiego brokera dyskontowego w latach 1991–1996 na rynku akcji[4]. Gospodarstwa o najwyższym obrocie osiągały netto około 11,4% rocznie, przeciętne gospodarstwo około 16,4%, najmniej aktywne około 18,5%, a rynek około 17,9%. Wynik pochodzi z jednego zbioru rachunków, jednego brokera i jednego sześciolecia; o tym, jak ta zależność zachowuje się poza tym zbiorem, praca nie mówi, a ja nie przywołuję tu żadnej pracy, która by to sprawdziła.
Zastrzeżenia, bez których ta liczba wprowadza w błąd, są trzy. Dotyczy rynku akcji i gospodarstw domowych; detalicznego rynku walutowego nie obejmuje. Znaczna część różnicy to koszty transakcyjne, więc praca mówi przede wszystkim, że częstsze zawieranie transakcji kosztuje — nie że nadmiar informacji psuje ocenę. I nikt nie przydzielił gospodarstw losowo do poziomu obrotu, więc jest to porównanie grup, które same się wybrały.
Razem z tych dwóch prac wolno wyciągnąć niewiele i lepiej powiedzieć to wprost: więcej treści niezawodnie kosztuje czas i zwiększa liczbę podejmowanych decyzji, a dowodu na poprawę trafności brak. Cała reguła w tej sekcji opiera się na tej asymetrii i na niczym więcej.
Test praktyczny mieści się w jednym pytaniu, zadawanym dopiero po przeczytaniu treści: czy ta treść zmienia którykolwiek zapisany warunek? Odpowiedzi są trzy — zmienia, powtarza to, co już wiem, albo komentuje. Tylko pierwsza jest informacją dla decyzji. Pozostałe dwie bywają wartościowe z innych powodów i właśnie dlatego potrzebują innego miejsca niż okno decyzyjne.
7. Przepływ informacji zaprojektowany przed bodźcem
Reguła ustalana w trakcie ruchu jest ustalana przez ruch. To zdanie wystarcza za całe uzasadnienie tej sekcji: skoro bodziec zmienia kryteria decyzji, kryteria muszą powstać wcześniej niż bodziec — razem z regułą mówiącą, co w ogóle ma prawo do ciebie dotrzeć i kiedy.
Pierwszy krok ma charakter porządkowy i nie zawiera żadnej oceny. Źródła dzielą się według funkcji w decyzji; podział na „dobre” i „złe” nic tutaj nie daje. Poniższy podział jest przykładem konfiguracji, nie zaleceniem — u kogoś, kto handluje w innym horyzoncie i inną metodą, zawartość kolumn będzie inna.
Zwróć uwagę na to, czego w tym podziale nie ma. Nie ma kategorii „zakazane”. Kolumna trzecia bywa użyteczna — poza oknem decyzyjnym, jako materiał do nauki albo do sprawdzenia własnej tezy pod kątem luk, których sam nie widzisz. Odcięcie się od publikowanych danych bywa zwykłym błędem i z higieną nie ma nic wspólnego, jeżeli metoda z tych danych korzysta: interpretacja publikacji makroekonomicznych należy do analizy fundamentalnej, a harmonogram — do materiałów o godzinach handlu i kalendarzu. Higiena informacyjna to reguła mówiąca, co ma do ciebie dotrzeć, kiedy i po co. Z postulatem ciszy łączy ją wyłącznie pozór.
Drugi krok to okna. Zamiast pytania „ile razy dziennie mogę zajrzeć”, na które nikt nie zna dobrej odpowiedzi, ustala się bloki o różnych uprawnieniach: w bloku przygotowania dostępne są wszystkie trzy kolumny, w bloku decyzyjnym wyłącznie pierwsza, w bloku przeglądu — pierwsza i trzecia. To także jest przykład do przerobienia u siebie; sensowna liczba i długość bloków zależy od horyzontu, w jakim handlujesz, i recepty na to nie ma.
Trzeci krok to procedury. Każda z poniższych ma pięć pól, bo bez któregokolwiek z nich nie da się jej ani wykonać, ani sprawdzić, ani obalić.
| Procedura 1 — ruch, który zaczął się bez ciebie | |
|---|---|
| Warunek uruchomienia | Widzisz ruch na instrumencie, dla którego nie masz w dzisiejszym przygotowaniu ani zapisanego poziomu, ani warunku wejścia. |
| Działanie | Nie składasz zlecenia. Zapisujesz trzy pola: instrument, godzinę zauważenia, poziom, przy którym ruch został zauważony. Następnie sprawdzasz, czy dla tego instrumentu istnieje wcześniejszy zapisany warunek. Jeżeli istnieje i jest spełniony — wchodzisz zgodnie z nim. Jeżeli istnieje i nie jest spełniony — nie wchodzisz. Jeżeli nie istnieje — instrument trafia na listę do następnego przygotowania i w dzisiejszej sesji zostaje bez zlecenia. |
| Kryterium zakończenia | Procedura kończy się w chwili zapisania jednej z trzech decyzji: weszedłem zgodnie z warunkiem / nie wszedłem, warunek niespełniony / brak warunku, przenoszę na przygotowanie. Dopóki wpisu nie ma, procedura trwa. |
| Ślad audytowy | Wpis z dwoma znacznikami czasu — zauważenia ruchu i decyzji — oraz nazwą źródła bodźca. |
| Kryterium niedziałania | Wpisy „brak warunku, przenoszę” systematycznie kończą się jednak wejściem w tej samej sesji; albo wpisy przestają powstawać, mimo że wejścia poza listą nadal się zdarzają. W obu przypadkach procedura nie działa i wymaga twardszej formy albo jest źle dobrana do twojego trybu pracy. |
| Procedura 2 — okno informacyjne | |
|---|---|
| Warunek uruchomienia | Początek bloku pracy z rynkiem: przygotowania, sesji albo przeglądu. |
| Działanie | Sprawdzasz wyłącznie źródła dopuszczone dla tego bloku, w kolejności ustalonej wcześniej. Źródła z kolumny trzeciej nie są otwierane w bloku decyzyjnym, bo ich funkcją nie jest zmiana warunku. Wartość, którą mają, ujawnia się poza tym blokiem. |
| Kryterium zakończenia | Wyczerpanie listy źródeł przypisanych do bloku albo koniec bloku — zależnie od tego, co nastąpi wcześniej. |
| Ślad audytowy | Wartość bazowa zebrana przed pierwszym oknem: liczba wejść bez zapisanego warunku w tylu sesjach, ile potem obejmie porównanie. Bez tej liczby kryterium niedziałania nie da się zastosować, więc procedura zaczyna się od jej policzenia, a pierwszy blok przychodzi dopiero potem. Poza tym lista sprawdzonych źródeł z czasem, prowadzona przez tę samą liczbę sesji; dla każdego źródła odpowiedź, czy zmieniło którykolwiek zapisany warunek. |
| Kryterium niedziałania | Po ustalonej liczbie sesji liczba wejść bez zapisanego warunku nie różni się od tej sprzed wprowadzenia okien; albo blok przygotowania rozrasta się tak, że zaczyna zjadać czas przeznaczony na przegląd. Pierwsze oznacza, że problem leży gdzie indziej; drugie — że reguła zamieniła się w rytuał. |
| Procedura 3 — cudze wskazanie kierunkowe | |
|---|---|
| Warunek uruchomienia | Dociera do ciebie konkretne wskazanie kupna albo sprzedaży pochodzące z zewnątrz. |
| Działanie | Wskazanie nie jest podstawą zlecenia. Zapisujesz je jako obserwację z nazwą źródła i godziną, a następnie sprawdzasz wobec własnego warunku. Jeżeli własny warunek jest spełniony niezależnie od wskazania — decyzja jest twoja i tak brzmi wpis. Jeżeli nie jest — nie ma wejścia. |
| Kryterium zakończenia | Wpis zawierający odpowiedź, czy własny warunek był spełniony przed uwzględnieniem wskazania. |
| Ślad audytowy | Pole „źródło decyzji” w zapisie transakcji, wypełniane przed złożeniem zlecenia: własny warunek albo cudze wskazanie. |
| Kryterium niedziałania | Pole „źródło decyzji” bywa wypełniane po poznaniu wyniku albo w większości wpisów pozostaje puste. Wtedy nie masz danych i nie wolno na ich podstawie niczego o sobie orzekać. |
8. Czego higiena informacyjna nie załatwia
Stąd wynika kolejność sprawdzania, która jest odwrotna do intuicyjnej. Zanim uznasz serię słabych wejść za skutek presji informacyjnej, przejrzyj wyjaśnienia tańsze: czy dotyczą jednego instrumentu, jednej pory dnia, okresu podwyższonej zmienności, okresu po zmianie w metodzie albo okresu, w którym zmieniły się koszty transakcyjne. Dopiero gdy żadne z nich nie tłumaczy wzorca, warto sięgnąć po wyjaśnienie przez bodźce — i nawet wtedy pozostanie ono hipotezą. Więcej o tym, dlaczego etykieta dopasowana po fakcie niczego nie dowodzi, jest w artykule o pułapkach poznawczych.
Jest też odpowiedź, którą trzeba dopuścić na równi z pozostałymi: to może być szum. Kilkanaście transakcji nie odróżnia zmiany procesu od zwykłej wariancji i żadna procedura z tego artykułu nie zmieni tego faktu. Jeżeli po tygodniu wydaje ci się, że reguła przepływu informacji „zadziałała”, prawdopodobnie oglądasz wariancję i bierzesz ją za działanie reguły.
Wreszcie część problemów, które wyglądają jak FOMO, nim nie jest, i naprawia się je gdzie indziej. Kolejne wejścia po serii strat, motywowane odrobieniem konkretnej straty, to revenge trading i tilt. Brak momentu, w którym proces zostaje zatrzymany, to sprawa protokołów resetu. Ocenianie własnych decyzji przez pryzmat tego, jak się skończyły, to wynik kontra proces. A jeżeli wieczorne sprawdzanie rynku bierze się ze zmęczenia i pory dnia, sprawa należy do artykułu o śnie, zmęczeniu i stresie.
Na koniec rzecz najprostsza, która zmienia więcej niż jakakolwiek lista blokad: jedno zdanie zapisane przed sesją. Warunek, przy którym wejdziesz, warunek, przy którym nie wejdziesz, i godzina zapisu. Przez najbliższy tydzień to zdanie wystarczy za całą procedurę, bo pozwala odpowiedzieć na jedyne pytanie, które w tym artykule ma znaczenie — czy zapis powstał przed bodźcem, czy po nim. Jak taki zapis prowadzić i jak go później czytać, opisuje artykuł o dzienniku transakcji. O tym, jak stan fizyczny zmienia zdolność trzymania się własnych reguł, jest następny artykuł działu.
FAQ — najczęściej zadawane pytania
Po czym poznam, że to było FOMO, a nie zwykłe wejście?
Czy mam przestać czytać wiadomości rynkowe?
Czy „nie wejście” to zmarnowana okazja?
Widzę cudze wyniki i mimo wszystko to na mnie działa. Co z tym zrobić?
Czy dieta informacyjna poprawi moje wyniki?
Źródła i bibliografia
- Przybylski, A.K., Murayama, K., DeHaan, C.R., Gladwell, V. (2013). „Motivational, emotional, and behavioral correlates of fear of missing out.” Computers in Human Behavior, 29(4), 1841–1848. — Praca wprowadzająca pojęcie FOMO i skalę jego pomiaru. Populacja: ogólne próby rekrutowane przez internet; badani nie byli traderami. Badanie korelacyjne; przedmiotem pomiaru było korzystanie z serwisów społecznościowych i samopoczucie, a decyzji finansowych praca w ogóle nie mierzyła. W artykule wykorzystana wyłącznie jako źródło pojęcia; przeniesienie na trading jest ekstrapolacją i zostało oznaczone w tekście.
- Festinger, L. (1954). „A Theory of Social Comparison Processes.” Human Relations, 7(2), 117–140. — Praca teoretyczna, bez próby, pomiaru i wielkości efektu. Użyta wyłącznie jako źródło pojęcia porównań społecznych; dowodem czegokolwiek o traderach nie jest.
- Barber, B.M., Odean, T. (2008). „All That Glitters: The Effect of Attention and News on the Buying Behavior of Individual and Institutional Investors.” The Review of Financial Studies, 21(2), 785–818. — Rzeczywiste rachunki inwestorów indywidualnych w USA, rynek akcji. Wynik: inwestorzy indywidualni są netto kupującymi walorów, które w danym dniu przyciągnęły uwagę (nietypowy obrót, skrajna zmiana ceny z poprzedniego dnia, obecność w doniesieniach). Kierunek powtarza się w kilku niezależnych zbiorach danych wewnątrz pracy; interpretacja pozostaje przedmiotem dyskusji ze względu na asymetrię zbioru wyboru przy kupnie i sprzedaży. Rynek akcji; przeniesienia na FX nie wykazano.
- Barber, B.M., Odean, T. (2000). „Trading Is Hazardous to Your Wealth: The Common Stock Investment Performance of Individual Investors.” The Journal of Finance, 55(2), 773–806. — 66 465 gospodarstw domowych u dużego amerykańskiego brokera dyskontowego, lata 1991–1996, rynek akcji. Gospodarstwa o najwyższym obrocie około 11,4% rocznie netto, przeciętne gospodarstwo około 16,4%, najmniej aktywne około 18,5%, rynek około 17,9%. Znaczna część różnicy pochodzi z kosztów transakcyjnych; poziom obrotu nie był przydzielany losowo, więc jest to porównanie grup, które same się wybrały.
- Tsai, C.I., Klayman, J., Hastie, R. (2008). „Effects of Amount of Information on Judgment Accuracy and Confidence.” Organizational Behavior and Human Decision Processes, 107(2), 97–105. — Badanie laboratoryjne na studentach (USA), zadanie prognozowania wyników rozgrywek sportowych, bez realnych konsekwencji finansowych. Wraz ze wzrostem liczby dostępnych wskaźników rosła deklarowana pewność, trafność nie. W tekście podano sam kierunek, bez wielkości efektu. Zarejestrowanej replikacji tego konkretnego wyniku nie ustalono — traktowane jako wskazówka o statusie niepotwierdzonym.
Usunięte z poprzedniej wersji artykułu. Odpadło sześć pozycji i wszystkie są tu nazwane, bo cicha korekta byłaby gorsza od samego błędu. Dwie książki popularne użyte jako dowód mechanizmu: Alter (2017) Irresistible i Taleb (2007) The Black Swan. Ostrzeżenie regulatora podane bez populacji i bez wielkości efektu: CFTC, Customer Advisory: Beware of Promoters of Forex Trading (2019). Zbiór danych o pozycjonowaniu klientów jednego dostawcy, czyli IG Group, Client Sentiment Data, podawany bez populacji i bez metody. Tetlock (2005) Expert Political Judgment, przywoływany na poparcie twierdzenia, którego ta książka nie zawiera. Wreszcie Heimer i Simsek (2019) Should Retail Investors’ Leverage Be Limited? — praca o limitach dźwigni, przypisana wnioskowi o zachowaniu tłumu. Twierdzenia oparte na tych sześciu pozycjach zostały usunięte razem z nimi; żadne nie dostało zamiennika.
Twój postęp w kursie
Oznacz lekcję po zapoznaniu się z materiałem. Samo otwarcie lub przewinięcie strony nie oznacza ukończenia; oznaczenie nie jest wynikiem egzaminu.